Będąc w zeszłym tygodniu w Polsce na dosłownie kilka dni nie mógłbym sobie odmówić spróbowania nowych słodyczy !
Wyjazd ten zaplanowałem już dość długi czas temu, ponieważ bilety kupiłem w lipcu, ale z każdym miesiącem bliżej listopada myślałem w głowie tylko jedno – jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie 🙂
W miejscu gdzie mieszkam w chwili obecnej nie ma tak pysznych owoców jak i innych produktów, które posiadamy w Polsce dlatego korzystając z okazji starałem się wynieść z tej wizyty jak najwięcej – i najwięcej wyniosłem, ale zbędnych kilogramów haha.
Zaczynając swoją podróż ze słodyczami na sam początek wybrałem się do pobliskiej piekarni w mojej rodzinnej miejscowości Pszczyna, która mieści się w województwie Śląskim. Widząc różne rodzaje ciast oraz ciastek w witrynach cukierniczych postanowiłem, że wybór padnie na zwykły, klasyczny sernik z kruszonką. Prosta, a zarazem przyjemna słodycz tego ciasta komponowała się idealnie z popołudniową kawą u mojej cioci. Dobrze, że zjadłem tylko jeden kawałek, a nie więcej – bo później miałbym problem z zapięciem się w spodniach.
Późnym wieczorem postanowiłem, że odwiedzę jedną z najlepszych restauracji/punktów gastronomicznych w Pszczynie.
Nazwa lokalu sama w sobie ma „to coś” i z chęcią przywołuje do siebie nowych gości.
Punkt „G”astronomiczny prowadzony przez Marka Furczyk z pewnością jest miejscem na liście tzw. „MUST HAVE”.
Już na samym początku, gdy tylko wejdziemy do lokalu możemy zobaczyć jego piękne wnętrze. Ceglane ściany, kablowane lampy z żarówkami jak i serce lokalu czyli kuchnia wyglądają tak, że człowiek nie chce wychodzić z tego miejsca. Dodatkowym plusem jest to, że posiadają niezbyt rozbudowaną kartę menu, która zawiera kilka pozycji posiłków, a każde z nich jest przygotowywane dziennie na miejscu. Odrazu gdy już tylko zamówiłem danie główne nie mogłem doczekać się deseru. Widniejąca w karcie cena 18 zł lekko mnie zaskoczyła, ponieważ początkowo myślałem, że Pavlova (Tort bezowy), który zamówiłem będzie wielkości mojej dłoni, ale jednak się pomyliłem. Była ogromna, smaczna oraz pięknie popękana – a to bardzo dobry znak.
Gdy tylko Pani kelnerka (która była bardzo miła !:)) zaserwowała deser odrazu wiedziałem, że to będzie to !
Pyszna palona słodycz tego deseru przekładana lekkim waniliowym kremem oraz konfiturą malinową idealnie komponowała się ze sobą. Sposób podania był prosty, ale to właśnie prostota tego deseru urzeka wszystkich ludzi. Z pewnością mógłbym go zjeść jeszcze kilkanaście razy, a cena za tak wielką porcję jest skromna co bardzo cieszy gości 🙂
Z tym lokalem nie jednokrotnie mam bardzo przyjemne wspomnienia, a tym bardziej już po tej wizycie, gdzie bylem nastawiony tylko na deser ! – Zdecydowanie polecam każdemu kto będzie w miejscowości Pszczyna.
W połowie swojej wizyty w Polsce kolejnym punktem na mapie Polski było miasto – Wrocław.
Mogę śmiało powiedzieć, że jest to dla mnie taki mały powrót do korzeni ze względu na to, że spędziłem tam prawie ostatnie dwa lata swojego życia. Nie zastanawiając się długo odrazu wyruszyłem w miasto, gdzie koniecznie musiałem się wybrać do „słodkiego spełnienia marzeń” inaczej zwanego NANAN.
Cukiernia Nanan prowadzona przez  Justynę Kawiak oraz Barbarę Migdał-Bobrowską to „słodkie spełnienie marzeń” jak już wspominałem linijkę wyżej. Każdy deser, element lokalu jak i atmosfera jest dopracowana do perfekcji ! Gdy postawiłem tylko pierwszy krok w Nanan odrazu poczułem, że jestem w miejscu, które jest zupełnie inne niż wszystkie. Odrazu poczułem się tam ciepło, przytulnie oraz spokojnie. Wchodząc do tego lokalu człowiek po prostu zapomina o bożym świecie.
Baristka Agata, która tam pracuje jest przesympatyczną osobą i odrazu wykazała chęć rozmowy jak i pomoc w doborze deserów. Odrazu wiedziałem, że jest to osoba, która ma pojęcie o tym co mówi, a do tego robi to z pasją 🙂
Deserów do wyboru w gablocie było dość sporo, a oczy płatały mi figle zarówno od kolorów, wzorów jak i smaków. Przyznam się szczerze, że miałem ogromny problem jaki deser wybrać – dlatego wybrałem kilka. Każdy z nich charakteryzował się zupełnie innymi smakami, strukturą oraz kolorami i kształtami – cóż mogę powiedzieć były po prostu przepiękne a osoba, która je wykonuje wkłada w nie całe swoje serce.
Każdy deser prezentował się niczym bóstwo, a smak był nie do opisania – co deser to większa paleta smakowa.
1) TONKA/LICZI/MALINA
2) TRUSKAWKA/PALONA BIAŁA CZEKOLADA/PIECZONY JOGURT/LICZI
3) JAGODA/CYTRYNA/MUSCOVADO
4) CZARNY SEZAM/CYNAMONOWY CREME BRULEE/MIGDAŁY
5) EKLER Z KONFITURĄ WIŚNIOWĄ
Cała ta „piątka” odwaliła kawał dobrej roboty względem smaku. Na samym początku jak już tylko wszedłem do cukierni zapytałem się czy jest możliwość zapakowania deserów do domu, ale potrzeby takie w ogóle nie było, ponieważ po deserach zostały tylko puste talerze – i odpowiem z góry, że nikt mi w tym nie pomagał.
Śmiałem się tylko sam do siebie, że jestem takim łakomczuchem, ale co ja mogę poradzić, że to wszystko było tak pyszne.
Zwieńczeniem całej wizyty w Nanan była pięknie podana kawa przez Agatę. Czułem się trochę zawstydzony, ponieważ sam jestem baristą a latte art (wzorek na kawie), który zaserwowała mi baristka – nadal nie potrafię.
Gdy już zbierałem się do wyjścia miałem jeszcze możliwość poznania właścicielek.
Są to dwie przesympatyczne kobiety, które podchodzą do swojej pracy z perfekcją, ale też i zamiłowaniem ! Każda wskazówka udzielona mi przez nie z pewnością będzie wykorzystana i bardzo pomocna w przyszłości za co bardzo Wam dziękuję.
Czas spędzony w waszej cukierni uważam za najlepiej wykorzystany czas podczas mojej całej 5 dniowej wizyty w Polsce.
W ostatni dzień, tuż przed wylotem wybrałem się do ostatniej restauracji, gdzie nie jednokrotnie miałem możliwość próbowania oraz zaskakiwania się serwowanym tam jedzeniem.
Wrocławski Dinette to miejsce, gdzie znajdziemy łączenia smakowe nie spotykane na codzień w polskich lokalach gastronomicznych. Deser, który zaserwowano mi tam na samym początku już budził moje zaskoczenie oraz ciekawość, ponieważ gdzie można połączyć jabłka z grzybami w deserze ? – najwidoczniej można i to jeszcze w jakim wydaniu ! 🙂
Mus grzybowy/chrupki z krupczatki/ piana z jogurtu naturalnego/ gratin jabłkowy/ śliwka/ kompresowane jabłko pasowały do siebie niczym puzzle w jednej wielkiej układance ! Każdy kęs tego deseru powodował co raz to ciekawsze połączenia smakowe, ale też uśmiech na mojej twarzy, że ponownie mogę skosztować smaków, których wcześniej nie mogłem próbować, a tylko kiedyś o nich pomyśleć w głowie. Pod względem jedzenia mogę śmiało polecić każdemu polecić to miejsce na mapie Wrocławia.
Jestem pewien, że nie raz, nie dwa zaskoczą Cię pozycje, które odnajdziesz w ich menu ! Świetna robota chłopaki ! 🙂
Tymczasem kończąc ten wpis o bardzo późnej godzinie w nocy – zastanawiam się, gdzie wybrać się w następną kulinarną podróż, a może Ty masz jakiś ciekawy pomysł ? Podziel się 🙂 chętnie skorzystam z twojej pomocy.