Czyli jak z wakacji zrobiłem podróż życia !

 

Zacznę od tego, ze pomysł z wyjazdem do Azji przyszedł mi do głowy całkiem nie spodziewanie.
 W pracy przypadkiem usłyszałem rozmowę naszych gości jak opowiadali, że przeżyli podróż życia tak na prawdę za grosze, a wspomnień mają masę ! Zaciekawiłem się tym i wracając do domu stwierdziłem tylko – LECĘ, bo dlaczego by nie ?



Bilety kupione, airbnb załatwione no to nic jak tylko czekać na datę wylotu i się pakować. 
Początkowo bałem się, ponieważ nigdy nie leciałem jeszcze tak daleko, a tym bardziej SAM ! 
Jednak gdy później się zastanowiłem nad tym głębiej to stwierdziłem – Filip, ale ciapa jesteś, przecież ciągle sam podróżujesz więc czego się obawiasz tym razem ?
No nic … dni mijały i było co raz to bliżej wylotu, a ja nawet nie wiedziałem czego tam tak na prawdę oczekuję. Pamiętam do teraz jak dwa dni przed wylotem jeszcze szukałem ciekawych miejsc, transferów z lotnisk i na co trzeba tam uważać. Mimo tego była radocha, istne szaleństwo z pakowaniem bagażu no i niecierpliwość bo nie mogłem się doczekać tych wszystkich wrażeń.

Dzień wylotu nadszedł, biegnę na samolot wieczorny i lecę 8 h do Muscatu (Oman) na przesiadkę by móc dalej polecieć do Bangkoku (Tajlandia) kolejne 8 h. Loty, transfery oraz jedzenie na pokładzie lini lotniczych były mega przyjemne, a do tego desery jakie tam serwowali były obłędnie smaczne ! Największe zaskoczenie było ciastem marchewkowym z kremem kardamonowym, które było miękkie i bardzo aromatyczne, a krem był lekki i przyjemny w smaku.



16 h podróży w samolocie zleciało jak z bicza strzelił i wyszedłem na zewnątrz lotniska w Bangkoku. Pierwsze uczucie spowodowało, że czułem się jak na basenie ! Duszno oraz wilgotno. Przywitała mnie temperatura ponad 36 stopni oraz wysoka wilgotność, ale mimo tego cieszyłem się, że w końcu jestem na miejscu. 
Dotarłem do swojego hotelu około godziny 22 i jeszcze tego samego dnia biegłem na targi żywności, które zaczynały swoje życie właśnie wieczorną porą. Wszystkie owoce, warzywa oraz jedzenie i napoje były czymś czego nie widziałem wcześniej. Buzia sama się cieszyła do wszystkiego, a człowiek sam nie wiedział czego chce bo tak dużo tego było ! 
Początek kulinarnej przygody zacząłem od PadThai oraz mrożonej ThaiTea, które były zupełnie inne niż te co jadłem i piłem w Europie. Wygląd był podobny, ale smak diametralnie inny … 
Bogatszy, bardziej określony i czułem się jakbym miał wszystkie smaki Tajlandii w podniebieniu. 
Pamiętam, że wróciłem około 4 nad ranem do hotelu bo tak bardzo mi się tam wszystko podobało, że odrazu chciałem zobaczyć jak najwięcej nie patrząc na to, że rano ponownie wstanę i będę mógł to wszystko kontynuować.

Czas uciekał szybko

, a ja zwiedzałem i jadłem. Nie jadłem jednej lub dwóch rzeczy, a wręcz kilka na raz ! Chciałem tak dużo jeść i jeść bo wiedziałem, że później, gdy już wrócę do domu nie będę w stanie ponownie odtworzyć tej całej palety smaków, którą mam tak na prawdę za darmo !
Powiem Wam szczerze, że jedzenie w Tajlandii jest baaaaaaaardzo tanie ! Za ogromną miskę zupy, makaronu czy też innych słodkości nie zapłaciłem więcej niż 1,50 PLN. 



Nie wierzcie w mity, że trzeba być bardzo bogatym aby daleko podróżować. Tym bardziej nie do Azji, gdzie wszystko jest bardzo tanie. Hotele, transport oraz jedzenie i atrakcje są stosunkowo niskie względem cen, które możemy zastać w Europie. 



Wracając jednak do jedzenia.
Czasami przyznam się szczerze, że nie miałem nawet pojęcia co jem … jedne rzeczy były smaczniejsze inne mniej smaczne, a były również i takie, że człowiek chciał puścić przysłowiowego „pawia” bo nie był w stanie tego zjeść. Pamiętam jak teraz, gdy jadłem owoc DURIANA i myślałem, że padnę z obrzydzenia na podłogę. Na każdej uliczce, w praktycznie każdym stanowisku można było znaleźć ten owoc z racji, że Tajowie są w nim zakochani.
No cóż … ja z pewnością ani za jego smakiem, ani też zapachem nie będę tęsknił, ale mogę powiedzieć, że jadłem ten owoc ! Bo wiem, ze w Europie jest cieżko dostępny, a często też zakazany z racji odoru, który wydaje z siebie – a do przyjemnych nie należy.



Idąc dalej za tropem nowych smaków napotykałem różne formy, smaki oraz kolory jedzenia. Cieszyłem się niczym małe dziecko na zabawkę, aż w pewnym momencie policzki bolały, ale co tam ! Dalej jadłem i jadłem, a kompletnie nic nie tyłem co bardzo mnie cieszyło.
Spotkałem na swojej drodze nawet osoby z Polski, których w Polsce nie mogłem spotkać, a tam miałem możliwość ! W końcu poznałem Filipa z bloga @glodnyswiata, który robi przepiękne zdjęcia, fantastycznie opowiada o jedzeniu oraz ma pasje do podróżowania jak ja ! Pokazał mi fantastyczne miejsca z jedzeniem, a do tego mieliśmy ubaw z deserów, które serwowano podczas Chińskiego Nowego Roku, który akurat wtedy się odbywał w Bangkoku. W życiu bym nie pomyślał, że desery można solić, aż w takiej ilości. Każdy pudding kokosowy, czy też świeże owoce, którymi się zajadaliśmy zawierały dość sporą ilość soli, a mimo wszystko były na prawdę smaczne !
Poznałem również Aleksandra Barona, którego miałem możliwość oglądać nie raz na kanale Kuchnia + oraz inspirować się jego książkami. Historia jak go spotkałem do teraz mnie śmieszy, ponieważ wybrałem się do street foodu z gwiazdką michellin, który zwie się Jay Fai prowadzony przez 73 letnia kobietę Raan Jay Fai (Ostatnimi czasy jest to jedna z najpopularniejszych restauracji świata z racji sukcesu, który osiągneli w tak krótkim czasie i kompletnie nie spodziewanie, a mimo tego chcą oddać gwiazdkę, ponieważ jak sami twierdzą „Niczym się nie wyróżniamy”) i w pewnym momencie gdy wpisywałem się na listę gości tylko zobaczyłem znajomą mi osobę oczekującą na swoje jedzenie w restauracji. Początkowo nie byłem pewny i tylko podszedłem pytając w połowie po angielsku, a w połowie po Polsku, czy Aleksander Baron to Aleksander Baron. Okazało się, że to jednak On i jak sam przyznał był mile zaskoczony, że ktoś z Polski nawet tak daleko jest w stanie go rozpoznać. Porozmawialiśmy chwile, zrobiliśmy zdjęcie i przybiliśmy sobie na koniec przysłowiową „High Five”.



Ostatnie dni w Tajlandii spędziłem na podróżowaniu poza Bangkokiem, gdzie miałem możliwość kosztowania kolejnych rzeczy. Miałem nawet możliwość zjedzenia normalnego obiadu z Tajską rodziną, który okazał się przełomowym momentem dla mnie z racji, że myślałem iż Tajowie nie lubią obcokrajowców. Myliłem się, ponieważ nie każdy w gruncie rzeczy taki jest … Był to dla mnie na prawdę miło spędzony dzień oraz istna uczta kulinarna, gdzie mogłem poczuć prawdziwy smak Azji. Na koniec podróży, gdy już wracałem do Bangkoku otrzymałem tylko woreczek przypraw z napisem „Hope you’ll remember us” co oznaczało w języku polskim „Mamy nadzieję, że nas zapamiętasz”. Zrobiło mi się bardzo miło, że osoba, która posiada tak mało odda Ci tak wiele. Dla mnie to było niczym dostać złoto ! Zdecydowanie najlepsza pamiątka z wyjazdu, którą używam do dziś wspominając smaki, które mi zafundowali podczas uczty.

Opisując to wszystko Wam śmieje się bo miałem tak wiele sytuacji tam, których kompletnie nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć do chwili obecnej, ale też i opisać Wam tutaj, ponieważ i tak już bardzo wiele napisałem a to tylko 1/100 tego co tam przeżyłem ! 
Mam nadzieję, że może kiedyś będzie możliwość aby spotkać się z większością z Was i to wszystko opowiedzieć, a tym bardziej zachęcić i zainspirować do podróży, ponieważ nic tak nie kształtuje człowieka jak podróże po świecie i odkrywanie nowych smaków, kultur jak i poznawanie ludzi z którymi można mieć kontakt na długi czas bez względu na to jak daleko od Was mieszkają.



Jeśli macie chęć poczytać więcej z tej podróży koniecznie pozostawcie komentarz pod tym wpisem 🙂 Wtedy będę przynajmniej wiedział, że ktoś jest ciekawy, a tym bardziej, że nie zanudzam Was opowieścią.



Trzymajcie się !